(opublikowano: 2018-10-07 18:01)

Dzień 2. Granica

"Zauważyłem, że dla całej masy z Nas, ściana ta jest tam, gdzie robi się osobiście, bo jakaś sytuacja Nas spotkała mniej lub bardziej pośrednio (przemoc, poronienie, kalectwo, choroby to najczęstsze rzeczy). Sam uważam to za relatywnie moralne i wybiórcze. Żart, jeżeli nie nawołuje do krzywdy, pozostaje żartem. Chciałbym się podzielić swoim stanowiskiem i zobaczyć jak się zapatrujecie na nie Wy."



Dzień 2. Granica

Lubię nazywać takie poranki w południe, mianem klasycznych. Klasyczne Poranki to te, kiedy wiesz, że wczoraj przesadziłeś, ale zamiast pomyśleć o tym, że trzeba dać sobie spokój na chwilę, to wpadasz na pomysł, że zajebiście by było, jakby ktoś stworzył gumę do żucia o smaku trzeźwości. Geniusz, jaki niesie za sobą kac, zakrawa o szaleństwo. Jestem przekonany, że najdoskonalsze pomysły znanej nam techniki, jak crocsy czy sztuczne kwiaty, są wytworem skacowanego umysłu. I jakbyś z tym nie walczył - możesz uzupełniać swoje braki w cukrach, witaminach, minerałach i wodzie, doprowadzić się do świetnego stanu fizycznego - umysł będzie już szedł tymi ścieżkami. Tak już jest, wszyscy to wiemy.

 

Dlatego nieważne jakie zjedliśmy śniadanie, co robiliśmy przez cały dzień i w jakiej ruderce wylądowaliśmy, ważne jest to, gdzie zaprowadziły nas nasze umysły. Ważne jest to, w jak niezręczne sytuacje się ładujemy i, jako myślący o sobie zdecydowanie za dużo, nie chcemy się z nich wycofać.

 

Jesteśmy już po występie, siedzimy na ogródku knajpy, jest już raczej późno, raczej pusto i raczej dużo wódki za nami. Ponieważ, wydaje się nam, że nikt nas nie słyszy, zaczynają się naprawdę O S T R E Ż A R T Y. Konkretnie? Przeinaczanie polskich powiedzonek pod kątem choroby jednego z polskich komików, bardzo poważnej z resztą. Nic osobistego, bawi nas po prostu okrutnie fakt, jak łatwo to wszystko wytworzyć. Nie uderzamy w nic personalnie, żarty są absolutnie abstrakcyjne, a my - bardzo pijani.

 

Wydarza się jednak rzecz potworna. Podchodzi do nas człowiek i mówi: “Przestańcie, to nie jest śmieszne. Macie w tej chwili przestać”. My nie mamy pojęcia co się dzieje - stawiamy siebie na piedestale racji, przecież tylko żartujemy, a nie ma rzeczy, która nie jest dla nas zabawna. On jednak jest gotów się z nami bić. Sam, nas sześciu. Cały się trzęsie. W końcu przez zgrzytające zęby mówi, że jego żona na to cierpiała. Okazuje się, że przez tę chorobę przestała grać na skrzypcach, a on opiekował się nią codziennie, przez dziesięć lat. Na jej prośbę skrzypce stały w kącie pokoju, żeby mogła na nie choćby popatrzeć, nie mogąc wykonać nawet najmniejszego ruchu w ich stronę. Facet codziennie musiał patrzeć na jej oczy, które pełne tęsknoty biegną ku nieosiągalnej rzeczy. To jest moment, w którym wszystkie Twoje problemy stają się miałkie. Dociera do Ciebie, jakim jesteś śmieciem i jak bardzo mało znaczysz i jak wiele problemów tworzysz sobie sam. Kubeł zimniej wody na ryj.

 

Ale żart nigdy nie umiera. Najmądrzejszy wówczas spośród nas mówi mu, że ma rację. Jesteśmy ignorantami, idiotami, nigdy nie byliśmy nawet blisko takiej sytuacji, nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Pociesza go, mówiąc że możemy go tylko przeprosić za to, jak się zachowaliśmy i zewrzeć mordy.

Stary, jest tylko jeden mały szczegół. Odkąd tu przyszedłeś, masz rozpięty rozporek.”

 

Zauważyłem, że dla całej masy z Nas, ściana ta jest tam, gdzie robi się osobiście, bo jakaś sytuacja Nas spotkała mniej lub bardziej pośrednio (przemoc, poronienie, kalectwo, choroby to najczęstsze rzeczy). Sam uważam to za relatywnie moralne i wybiórcze. Żart, jeżeli nie nawołuje do krzywdy, pozostaje żartem. Chciałbym się podzielić swoim stanowiskiem i zobaczyć jak się zapatrujecie na nie Wy.

 

Wszystko jest śmieszne. Nie ma rzeczy, która nie jest zabawna. Jeśli nie jesteś w stanie sprowadzić problemu do absurdu, to problem Cię przerasta i masz do tego oczywiście prawo, ale nie możesz oczekiwać od innych, że będą uczestnikami Twoich rozterek. Sytuacji życiowej, która doprowadza Cię do płaczu, nadajesz siłę tym, że nie umiesz jej obśmiać. Każdy kłopot może zostać pozbawiony siły, jeśli pozbawi się go jego najgorszej cechy - powagi. Idę tak przez życie od wielu lat. W szkole próbowano się ze mnie śmiać z masy powodów - wygląd zewnętrzny, ślepe oko, kujoństwo, heterochromia. Dla swoich rówieśników byłem jak zoo i bardzo łatwy obiekt żartów. Bardzo szybko się nauczyłem, że wytrącam im broń z ręki, kiedy podzielam ich żarty i dopowiadam swoje, na swój temat. Tracili wtedy rezon, nie wiedzieli co się dzieje i nawet nie zauważali kiedy stawali się ziomkami, z których to ja teraz cisnąłem beczkę w towarzystwie. Ale zawsze to była beka - nigdy intencjonalnie nie wprowadzałem kogoś w zły nastrój. Podobnie zaczęło się dziać później, kiedy bliskich zaczęły pożerać choroba i śmierć. Kiedy odwiedzałem w szpitalu koleżankę po chemii, mówiłem jej że ma zjebaną fryzurę, a nie płakałem jak rzesza koleżanek, biadoląc o tym, jaka szkoda, że jej nie będzie na studniówce, kiedy kolega wylądował na wózku, powiedziałem mu, że dostał chujowy sprzęt na komunię, jak moja mama miała wycinanego mięsaka macicy, to przy ciszy obiadowej powiedziałem rodzicom, że po co się smucą, skoro od dzisiaj zaczyna się dla nich era seksu bez gumek i wyciągania wcześniej.

 

Jako dziecko, przez rok, z dnia na dzień patrzyłem jak mój dziadek gaśnie. Kombinacja przerzutów, z uwzględnieniem guza mózgu, demencji i po prostu medycyny późnych lat 90’. Wtedy nie do końca rozumiałem to, co się dzieje, ale wiem, że dzięki mieszance jego pogody ducha, która nie opuściła go do samego końca, nawet kiedy momentami nie pamiętał, że jestem jego wnuczkiem, oraz zręcznych kłamstw moich rodziców, o tym, że wszystko będzie dobrze, wszyscy przetrwaliśmy ten czas ze względnie małymi szkodami. Bo nigdy nie odpuściliśmy sobie żartów. Nigdy. Dziadek jeszcze na dzień przed śmiercią się ze mną “bił”, a ja się cieszyłem, że wygrałem, bo zaczęła mu lecieć krew do torebki. On powiedział wtedy, że jestem dla niego za silny. Nie miałem pojęcia nawet, że to są żarty.

 

Zrobiło się troszkę osobiście, ale co chciałem Wam powiedzieć, to że wszystko co nas spotyka w życiu ma tylko tyle siły ile temu nadamy, a możemy temu tę moc odebrać, obnażając absurd całej sytuacji. Śmiech jest naszą najskuteczniejszą bronią przeciw wszystkiemu, ponieważ pozwala nam uzyskać perspektywę, której wcześniej nie mieliśmy. Pozwala nam zadać sobie dwa fundamentalne pytania: Czy mi się chce? Czy to jest tego warte? Dzięki niemu, umiemy się wznieść ponad osobiste gówno i dostrzec punkt widzenia innych osób.

 

Z drugiej strony widzę ludzi, którzy mnie otaczają, widzę siebie. Sprowadzenie wszystkiego do żartu z czasem sprawia, że przestajemy zwracać uwagę na mniejsze problemy. Lubimy myśleć, że mamy przed sobą większy obraz, a tymczasem ignorujemy potrzeby bliskich nam ludzi, usprawiedliwiając to naszą szerszą perspektywą. Wierutne kłamstwo. Komedia pozwala nam przeżywać każdy dzień, ale uodparnia nas na codzienne problemy, sprawia, że oczekujemy od innych takiej samej postawy, jaką my wykazujemy, a nie mamy do tego żadnego prawa. Nie możesz komuś kazać, żeby bawiły go żarty z bezdomności, jeśli sam się z tego wyrwał, a Ty na scenie to spłycasz do poziomu dowcipów o wrzeszczącym menelu. Nie możemy stawiać wobec ludzi oczekiwań, którym sami sprostaliśmy, tylko dlatego, że coś jest nie tak pod naszymi płatami czołowymi. Jesteśmy bufonami, którzy mają się za bardziej zdystansowanych od innych, ale każdy z nas ma swoje drobne piekiełko, którego nikomu nie pokazuje.

 

Tomasz Kwiatkowski

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: