(opublikowano: 2020-04-10 13:12)

Odcinek 3. Stand-up naiwny i sentymentalny

Odcinek trzeci po reaktywacji, ostatni pisany w realiach poprzednich, przywołuje legendę grudziądzką, ale nie o tym transporcie zwłok, tę inną.



Zemsta Krakena

 

Grudziądz, druga połowa lat. 20 XXI wieku. Komediowa Hekatomba wchodzi w decydującą fazę. Feldmarszałek Kwiaten coraz bardziej rozsierdzony przemierza salkę na zapleczu klubu Akcent. Wie dobrze, że na scenie, oddalonej od niego o cztery schody i kilkumetrowe proscenium, kluczowe momenty swojego setu finiszuje Il Duce Cesare Pontini. Jego frustracja wynika z zachowania dwóch typiar, z którymi coś jest kurwa nie tak, może ich mężowie raz do roku z domu wypuszczają. Przypomina sobie, że były rok temu na Gizie i robiły chryję. Są w tym roku – robią chryję. W głowie doświadczonego żartownika na równi z ostrzem gniewu wykuwa się plan. Już wie co powie po wejściu na scenę. Czego jednak feldmarszałek Kwiaten nie wie, że kładzie podwaliny pod arcyważną dziedzinę polskiego stand-upu. Mowa o komedii pałującej się.

 

Fast backward, 1795, Niemcy, Fryderyk Schiller gówniarz bez forsy, plus determinacja by do pełnej analizy liryki dążyć. Do księgarń wjeżdża jego najnowszy esej „Über naive und sentimentalische Dichtung”, niszcząc ówczesną poet-grę. No ok, to przesada, ale na stronach „O poezji naiwnej i sentymentalnej” Lil' Schill' zaproponował podział, który postaram się przenieść na terytorium stand-upu w wydaniu polskim. A za pryzmat, przez który przefiltrujemy światło sprzed wieków niechże posłuży przywoływany w pierwszym akapicie rant Tomasza „Kwiatka” Kwiatkowskiego, spiritus movens „Szwęd-upera”. Dla niezaznajomionych: jakieś dwie panie dokazywały nadto podczas występu pana Cezarego Ponttefskiego, a prowadzący, rzeczony TK, po wejściu na scenę ukrócił te potworne zachowanie słowami mocnymi, tylko by na koniec nie tracąc rezonu zaprosić na przerwę. Jeśli możecie przesłuchać jedną rzecz przed śmiercią długą i spodziewaną, no to może nie tą akurat, z całą moją sympatią zaangażowanych, to jednak byłoby marnotrawstwo.

 

Jak się ma ta sytuacja do spisanych przed 235 bez mała (a nawet dokładnie tyle) lat słowami wybitnego niemieckiego poety? Otóż Schiller proponuje podzielić wszystkich poetów na dwa obozy. Poeci naiwni (w dobrym tego słowa znaczeniu), do których twórca zaliczył choćby Sterne'a czy Goethego, tworzą organicznie będąc częścią natury. Nie rozważają znaczeń etycznych swych słów, gdyż nie mają wątpliwości, że ich postrzeganie świata jest pełne, spełnia się w nim. Poeci sentymentalni zaś (do których Schiller zaliczył się sam, bo co to za esej bez self-insertu) powątpiewają w swoje zmysły, polegając na warsztacie, analizie języka w próżnej walce o ujęcie świata w odpowiednie słowa. Skrótowo do maksimum i parafrazując intro „Blokersów”: jedna/jeden to umie, druga/drugi to robi.

 

Co ma co do „co jest z wami nie tak”? Otóż autorem wielokrotnie złożonej popularności tego sformułowania jest przywoływany Cezary Ponttefski, świetny człowiek. Kolejnym iteracjom i permutacjom tego cytatu towarzyszy wysyp przykładów podobnych odniesień, niekiedy opisywanych mianem „follow-upów”. Mania followupowania dotyczy nie tylko C-Zara, ale wielu, wielu ludzi i , niczym Zozole w latach zerowych XXI wieku, doprowadziła niemalże do rekoczynów. Nie „rękoczynów”, lecz „rekoczynów”, czynów mojej dawno niewidzianej znajomej Reki, którą pozdrawiam. Pozostawiając na inne rozważania to zjawisko, podam tylko jak postrzegane bywa to przez osoby niefollowupujące. Otóż podczas comiesięcznego spotkania Chyba Moich Ulubionych Ludzi Rafał Banaś (aka Szakal Samozwaniec) i właśnie Cezary Ponttefski Solanka, reakcją tego pierwszego na manię followupniczą były słynne już słowa: „Wszystko spoko Czarek, ale czemu wy się tak pałujecie?” <czy coś w tym duchu>

 

Nie jest to oczywiście określenie pejoratywne. Zakreśla nam jednak tylko delikatną linią podział między dwoma stanowiskami w komedii – zaznaczę: kompletnie niezantagonizowanymi. Tak jak w przypadku poezji nie mówimy o antytezie „Chad Goethe vs Virgin Schiller”, komizm sentymentalny nie jest wrogiem komizmu naiwnego. Ten pierwszy nie zasadza się na autoerotycznym „pałowaniu”, lecz na powątpiewaniu w możliwość, że to co postrzegamy osobiście, może być też doświadczeniem innych osób. Ten drugi nie jest odruchowym „mordowaniem”, ale wyrazem jedności postrzegania świata i świata samego, naturalnym przekładaniem doświadczeń własnych na powszechne. Stand-uper sentymentalny i stand-uper naiwny dążą do wywołania wspólnoty śmiechu różnymi metodami i z innych miejsc początkowych, ale obaj zasługują na szacunek. Dlaczego? Moim zdaniem zakładają świadomość odbiorcy, a w jaki sposób to robią, to też rozważanie na inne dni. Stand-uper hakowy zaś dąży do wywołania dUżYcH zasiegów:>wciśnijdzwoneczek i HIT kobitki też tak robią (zobacz sam!)2TERMINSOLDAŁT i jebać ich śrubokrętem. To znaczy: chciałbym, ale gdzie ja go położyłem?

Och nie! Na parapecie, zawsze na przeklętym parapecie, czy już zawsze będę musiał krążyć niczym duch po parapecie wołając „Garusie, zwróć mi moje budynie!”

Do rychłego.

 

----------------------

BARTOSZ ZALEWSKI

FB @bartosz.zalewski.nieoficjalny

IG @bartosz.zalewski.nieoficjalny

YT @Bartosz Zalewski Nieoficjalny

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: