(opublikowano: 2020-03-26 17:08)

Odcinek 2. Stand-up w Wielkiej Formie

Odcinek drugi po reaktywacji, w którym autor z otchłani przeszłości snuje mgliste rozważania o Formie, szkalując jak zwykle Bruce'a Lee.



Stand-up, jak już ustaliliśmy w poprzednim odcinku, to gówno. Nic w tym zdrożnego, jeśli się zastanowimy, to tylko niestrudzone komórkowe imperatywy zawarte w prawiecznym DNA utrzymują ludzi w całości. Wychodząc od tego jesteśmy tylko postojem w drodze do zostania kupą. Jeśli dopisze nam szczęście, może zje nas jakiejś fajne zwierzę (tygrys na rolkach? dinozaur w judodze? kondor w okularach przeciwsłonecznych?), jeśli nie, sczeźniemy spokojnie w otoczeniu kochającej rodziny. Jak frajerzy.

Jak się to ma do stand-upu? Jeśli założymy, że życie jest tylko harmonią układów białkowych, stand-up na najniższym poziomie będzie tylko aranżem zmian ciśnień powietrza, zwielokrotnionych z elektryczną pomocą. Przywołując odpowiedzialnego za miliony połamanych piszczeli od lowkingów Bruce'a Lee, „gówno jest bezforemne, jeśli wlejesz gówno do filiżanki, staje się filiżanką, wlejesz gówno do butelki, staje się butelką. Gówno może swobodnie płynąć, gówno może niszczyć”. Abstrahując od wierności cytatu, stand-up na tle rozbudowanych form scenicznych wyróżnia się brakiem immanentnych wymogów, tradycyjnych zastrzeżeń czy rozbudowanych formalizmów. Czyli dokładnie tak jak rejestrowanie „wyrobów medycznych” w Polsce – truj ludzi do woli, byleby hajc się zgadzał, eloooooooooo!

„Jakże!” zakrzykniecie, gdyż z jakiegoś powodu macie w zwyczaju oburzać się na głos podczas czytania, „przeca mamy stand-up „niebieski”, stand-up czysty, stand-up onelinerowy, stand-up dźwiękonaśladowczy, stand-up narracyjny i setki innych!” Oczywiście w ramach tego braku formy możemy wyróżnić mrowie jego podgatunków. Nie zmienia to faktu, że na samym początku zawsze mamy tutaj do czynienia z publiczną werbalizacją zabiegów żartowniczych, najlepiej za pomocą mikrofonu. Brzmi to jak najmniej wymagająca rozpiska dotycząca przygotowania sali na występ stand-upowy, no co poradzę, nie mam teraz managera.

Jeśli wychodzimy z tak niskich bazowych wymogów formalnymi, ciężar gatunku naturalnie przenosi się na treść. Zakładając, że wykonawczyni/wykonawca posiada podstawowe techniki emisji głosu, umie zapisywać zrozumiałe zdania i posiada zasoby pamięci pozwalające zapamiętać ułożony zawczasu tekst, sposób jego podania, wewnętrzna i zewnętrzna intertekstualność, budowanie emocjonalnych impresji, struktury lub dekonstrukcje fabularne, świadomość języka i kultury odgrywają najistotniejsze znaczenie. Forma będzie miała znaczenie poślednie. Demetri Martin i Larry The Cable Guy obaj grają podczas występów na gitarach, ale raczej nie włożylibyśmy ich do szufladki „stand-up muzyczny”, Hannah Gadsby i Joey Diaz opowiadają osobiste, prawdziwe zdarzenia ze swojego życia, jednak raczej nie zobaczymy ich na jednym występie. Jeff Dunham robi występy z kukiełkami i powinien być w więzieniu.

Osobną sprawą pozostaje, czy tak homeopatyczne stężenie formy zasługuje na choćby wzmiankę? Cóż, wracając na chwilę do smutnej rzeczywistości dnia tworzenia tego tekstu (5.03 dla potomności) Polska w najlepsze pławi się w zalewie stand-upu, wykonawcy i wykonawczyni tej rzekomo szczątkowej formy w najlepsze sprzedają setki tysięcy biletów, wożą się szeroko i muszą odpierać koszmarne ataki od wścibskich dziennikarzy „Wprost”. Nie tak źle, jak na coś co regularnie przyrównuję i będę przyrównywał do gówna. Nie chcę wywołać obrzydzenia, po prostu to pojemna metafora, z całym sztafażem kulturowym i odpowiednią dawką samoświadomego dystansu, który traci oczywiście po wywleczeniu go na światło dzienne, zwłaszcza jako zakończenie niedopracowanego akapitu <DO POPRAWIENIA ZIOMEK, NIE RÓB TAK, MASZ PRZECIEŻ CZAS>.

Co się staram przekazać: między obfitą laksacją a potworną konstypacją czeka nas cała gama różnych kształtów, konsystencji i natężenia ekskrementów, ale nie zmienia to faktu, że wywołała je zapewne sama zawartość wydalanego materiału organicznego. To jej należy się przyjrzeć i to właśnie bardzo pobieżnie zrobimy w odcinku kolejnym. A także, nie ma co do tego wątpliwości, przybliżymy się do odgadnięcia kto dybie na mój budyń. Moje pieniądze stawiam na:

  • Węgrów

  • stół

 

----------------------

BARTOSZ ZALEWSKI

FB @bartosz.zalewski.nieoficjalny

IG @bartosz.zalewski.nieoficjalny

YT @Bartosz Zalewski Nieoficjalny

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: