(opublikowano: 2019-08-21 17:07)

Dzień 14. Podsumowanie

"Minie jednak, ja wiem, dzień, może dwa, emocjonalne wycofanie nadal trzyma, ale pojawia się już dziwne swędzenie w mózgu - "wystąpiłoby się". Bo okazuje się, że ta codzienność, do której chciałeś, jako przerwę od występów, jest jeszcze bardziej męcząca. (...)"



Dzień 14. Podsumowanie.

Po niemal dwutygodniowej trasie, wreszcie wracam do domu. To był istny rollercoaster, który sam sobie sprawiłem. Trasy często tak wyglądają, ale nie zawsze. Rzeczy, które opisywałem, były pisane z perspektywy kilku tygodni, a nawet miesięcy. Wielokrotnie koloryzowałem na potrzeby spójności opowieści, jednak raczej opierałem się o wydarzenia, które miały miejsce. W zasadzie cała ta trasa, jak i inne, z których wydarzenia wplotłem w całą historyjkę, miały miejsce około rok temu i sporo się od tamtego czasu pozmieniało. O ile wtedy rzeczywiście, nie stroniliśmy od wszelakiego rodzaju zabaw i uciech, o tyle od jakiegoś czasu nastąpiło pewne wyciszenie, przynajmniej kiedy jestem w drodze. Nie będę tu umniejszał wagi wydarzeń czy wycofywał się ze swoich opinii, ale wydaje mi się, że mogę rzucić na to wszystko, nomen omen, trzeźwym okiem, co w moim przypadku nie może być bardziej dosłowne.

Tak czy owak, po 14 dniach, do domu wracasz jako człowiek styrany, umęczony i pogrzebany. Intensywność życia, ilość ludzi jaka się dookoła Ciebie kręci i w zasadzie nieustanne spędzanie czasu pod presją (bo jeśli wieczorem masz występ, to raczej cały dzień jest pod jego dyktando), odbija się na zdrowiu nie byle jak. Już pieprzyć te kace, zejścia, bzdury. Pewnie, że to nie pomaga, ale nawet jakby ich nie było, to zapewniam Was, że po takiej dawce emocji, robisz się z nich wyprany. W nadchodzących dniach będę raczej apatyczny, nieco odklejony, a na pewno mocno zobojętniały. Bliskich to będzie drażnić, bo nie będą rozumieć, że mi się zwyczajnie nie chce i mnie nie interesuje nic na chwilę obecną. Dziewczyna będzie mówić: to jak wróciłeś, to może spędzimy razem trochę czasu? A Ty już na samą myśl o tym, robisz się śpiący i lekko podkurwiony, bo czego w komunikacie "jestem wyczerpany po trasie" ona nie zrozumiała? Prześladujący wręcz klasyk.

Minie jednak, ja wiem, dzień, może dwa, emocjonalne wycofanie nadal trzyma, ale pojawia się już dziwne swędzenie w mózgu - "wystąpiłoby się". Bo okazuje się, że ta codzienność, do której chciałeś, jako przerwę od występów, jest jeszcze bardziej męcząca. Spróbujcie to sobie wyobrazić - prowadzicie fajne życie w drodze, codziennie jesteście gdzie indziej, ludzie Was nieustannie adorują, karmicie się tymi pozytywnymi emocjami, które dostajecie. Czasem ktoś Was rozpozna, jakaś fotka. Ze znajomymi cały czas na mieście jecie pyszne rzeczy i dobieracie do nich odpowiednie, orzeźwiające napoje. Jeb. Trzeba zrobić pranie i powiesić. Kurwa, ile tu kurzu, trzeba posprzątać. Śmieci. Więcej prania. Tona maili. Ja pierdolę, dopiero wtedy do Ciebie dociera, że ta codzienność to jest strasznie ciężka robota! No i nudna, przede wszystkim nudna. Wydaje mi się, że wielu z nas wzięło się za ten rodzaj działalności, między innymi dlatego, że pozostałe czynności nas zwyczajnie nużą. Widzę komików jak słuchają ludzi spoza komedii, jak prowadzą z nimi rozmowy. U większości z nich można zauważyć to samo, szklane i puste spojrzenie, które udaje zainteresowanie. Wielu z nas jest zmęczonych każdą aktywnością, która uchodzi za standardową, nie lubimy zwykłości.

Brzmi troszkę pretensjonalnie, może takie jest, nie wiem, jebie mnie to. Co też jest zaskakująco często kluczem zachowań komika - niemal absolutna obojętność na potrzeby innych ludzi, poza jakimiś naprawdę bliskimi, ale przede wszystkim całkowite skupienie na sobie. Przekonanie o tym, że tylko my sami rozumiemy nasze potrzeby i problemy. Narcyzm wymieszany z egocentryzmem. Niekoniecznie egoizm, wielu z nas często się angażuje w ogrom charytatywnych przedsięwzięć, dba o przyjaciół. Po prostu jesteśmy bardzo sfokusowani na własnym rozwoju i na własnej wartości, wiele rzeczy odbierając jako atak na nią.

I w sumie do tego punktu chciałem trafić z tym tekstem. Naszą Wesołą Kompanię rozdzierają konflikty w zasadzie bez przerwy, a najgorsze, że ze względu na wędrowniczy charakter naszego zajęcia, ciężko jest się skonfrontować, często więc brudy są prane w necie lub co gorsza - sprawy nie są załatwiane wcale. Wszystko opiera się o przeinaczenia, plotki, niedopowiedzenia, błędne założenia. Jedno za drugim, koleżeństwa rozpadają się niejednokrotnie z absolutnie bzdurnych powodów, które można było załatwić jednym telefonem. Taka sytuacja miała miejsce całkiem niedawno, gdzie przez spekulacje skoczyło sobie do gardeł dwóch komików, w konflikt zaangażowało się parę osób, po stronie jednego z nich nie stanął nikt, mimo że ten był do wykonanego ataku podżegany. Takie są właśnie podłości u nas - najpierw ktoś Cię prowokuję do skoku na inną osobę, a potem nawet Cię nie poprze, jak już to zrobisz, co jest absolutnie podłe.

Z czasem na te podłości przestajesz zwracać uwagę, bo ileż można. Staję się to normalne. Po prostu przy większości ludzi nie możesz wyrażać za wiele opinii i trzymasz język za zębami. Na chwilę obecną ja i moi najbliżsi koledzy, funkcjonujemy w taki sposób, że nie lubimy większości komików, a przynajmniej im nie ufamy. Ale to nie znaczy, że mamy zamiar atakować czy umniejszać ich komedię lub karierę. Potrafimy oddzielić człowieka, od tego co robi. Nie muszą przecież wszyscy być w gronie przyjaciół, po co? To są współpracownicy. Dzielimy środowisko, nie musimy dzielić ze sobą życia. Jak w każdej pracy pojawia się zazdrość o awanse, podejrzenia, ale w takim razie trzeba albo zagryźć zęby, albo zmienić pracę, a to dla nas raczej nie wchodzi w rachubę.

Inni z kolei funkcjonują w ten sposób, że odcinają się od tych, którzy zaszli im za skórę, którzy są dla nich "toksyczni". Problem jest taki, że jest to kłamstwo, bo wszyscy tacy jesteśmy. Ci, którzy tak mówią, nie odcinają się od osób toksycznych, tylko od tych, które się im nie opłacają, a nie chcą być w kółku wzajemnej adoracji. Bo takich kółek jest kilka, sam nawet mam swoje. I oczywiście, że uważam, że jesteśmy lepszymi komikami i ludźmi niż ci ludzie z innych kółek wzajemnej adoracji, a oni tak myślą o sobie. Na tym ten szajs polega. Odcięcie się od innych polega na związaniu się mocniej z kolejnymi osobami. I nie jest tak, że nagle się odświeża towarzystwo. Dalej jest napierdalanie na każdego. Tylko teraz jesteś wśród ludzi, którzy się z Tobą zgadzają. Nie pierdol więc, że odcinasz się od komików, którzy Ci trują życie, bo po prostu chcesz być wśród takich, którzy zapewniają Ci dochód i adorację. To zrozumiałe, że nie potrzebujemy się wszyscy nawzajem, po co jeszcze siebie okłamywać?

Chyba chcę powiedzieć, że choć lubimy myśleć, że jesteśmy inni niż wszyscy, wlewać sobie, że robimy coś wyjątkowego, to wcale tak nie jest. Co z tego, że wielu z nas wyróżnia inteligencja czy jakaś większa wrażliwość, skoro na koniec dnia jesteśmy dokładnie tak samo małostkowi i mściwi, jak potrafią być najpodlejsi spośród wszystkich? Kierujemy się dokładnie tym samym, co każdy w każdej innej pracy - własnym interesem. Każdy chce jakąś karierę osiągnąć i nawet największy hipis się od tego nie oderwie. Po to wrzucamy rzeczy na YouTube, po to udostępniamy żarty na FB i pokazujemy swoje życie na Insta. Fajnie jednak to opatrzyć jakimś kłamstwem, że jesteśmy ponad normalnym życiem i jest bardziej wyjątkowe niż inne. Nie jest. Jest momentami trochę bardziej wzniośle, ale na ogół raczej miałko. Zupełnie jak wszędzie.

 

autor: Tomasz Kwiatkowski

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: