(opublikowano: 2019-06-02 19:07)

Dzień 13. Trzydziestka

"(...) Życie, to nie jest wcale teatr, nie trzeba się udręczać i go udawać. Po co? Kto ma na to siły?"



Dzień trzynasty - Trzydziestka

 

Budzę się dzisiaj ze świadomością że dokładnie za pół roku, co do dnia, kończę trzydzieści lat. 182 dni, tyle mi zostało. Moją pierwszą myślą jest: “no dobra, czas pozałatwiać swoje sprawy wszystkie, żeby niczego za sobą nie zostawić, mieć czas na pożegnanie się jeszcze z każdym, jakoś to będzie”. Wizja ukończenia trzydziestu lat paraliżuje mnie i oblewa zimnym potem. Nadchodzi przeskok, zaliczenie kolejnego kamienia milowego, bo tym są właśnie te urodziny. Przy tej okazji trochę człowiek zaczyna weryfikować miejsce, w którym się znajduje i dotychczasowe osiągnięcia. Zacząłem w ciągu ostatniego roku robić coś, czego nie robiłem (może i źle?) nigdy wcześniej. Otóż zacząłem się przyrównywać do innych ludzi, na jakim etapie życia oni są, co osiągnęli, mając mniej więcej tyle lat co ja. Nie przypominam sobie, żebym przesadnie próbował do kogoś dorównać czy Osiągnąć Sukces, ale ze zdwojoną siłą uderza we mnie, że nadal go nie osiągnąłem.

Bo ja nie boję się tego co się stanie, co nadejdzie i co mnie czeka. Nie ma we mnie obawy o to, dokąd moje życie będzie zmierzać. Otumania mnie natomiast fakt, że dotychczas nie stało się nic godnego uwagi. Wszystko co, póki co, przeżyłem, przeszło, minęło. Nawet wydarzenia, które na dany moment wydawały mi się być tak mocne i intensywne, dzisiaj wzbudzają we mnie politowanie czy lekkie westchnienie z serii “po co ja się nad tym w ogóle pochylałem”. Nie umiem tego do końca ubrać w słowa, bo nie jest tak, że nie lubię swojego życia albo, że jestem nim rozczarowany. Po prostu dostrzegam jego bylejakość. Charakterystyczny dla mnie brak poczucia winy czy obowiązku, przekłada się na praktycznie każdą aktywność, której się podejmuję, a która staje się dla mnie miałka. Więc zaczynam brać na siebie kolejne, kosztem innych, których priorytetowość blednie i stają się tłem. Jak choćby ten blog. Gdy zacząłem go pisać, czułem się super, że mogę się otworzyć i coś z siebie wylać. Miałem pisać co dwa tygodnie. Ten wpis następuje po jakichś dwóch czy trzech miesiącach przerwy. Bo jak po czasie przeczytałem swoje wypociny, to nie mogę przestać myśleć o tym, jakim jestem pretensjonalnym frajerem, który uwielbia na wszystko i na wszystkich narzekać.

Nie jest tak, że miałem jakieś nudne, super czy straszne życie. Wydaje mi się, że mam całkiem bogaty życiorys i działo się u mnie sporo, może trochę więcej niż przeciętnie u innych. Doświadczyłem paru rzeczy, parę pokonałem, miałem tam jakieś problemy, nie wydaje mi się, żeby było one w jakiś sposób wyjątkowe czy inne od problemów innych osób. Każdy z nas jakieś swoje gówno przechodził, nie ma co się za bardzo nad sobą pałować. Najgorsi ludzie, to Ci którzy mówią, że nie wiesz co oni przeżyli. Po tysiąckroć wiem. Każdy z nas wie. Nie ma wyjątkowości w tej kwestii. Mieliśmy te same problemy, tylko że z różną intensywnością.

Trzydzieści lat. Większość dni poparta nowymi doświadczeniami, nową wiedzą, nowymi znajomościami. I nie potrafię im nadać żadnej wartości, bo według mnie, jej po prostu nie mają. Uświadomienie sobie tego, że nie zrobiło się dotychczas niczego godnego uwagi jest dość niemiłe, tym bardziej, jeśli przypomnicie sobie jak pisałem o nieustająco pochłaniającym człowieka głodzie. Szybciutko i pokrótce przypomnę: Głód ów polega na tym, że chcesz być najlepszym w tym co robisz, ale nie jest to dla Ciebie możliwe, bo odbiór Twojej twórczości nie jest możliwy do oceny w sposób obiektywny. Gonisz za ideałem, wiedząc że nie uda się do niego dosięgnąć, bo zawsze będzie za mało, za słabo, za rzadko. Nieważne za co się weźmiesz i co stworzysz - z czasem przychodzi niezadowolenie.

Konotacje pomiędzy tym uczuciem a refleksją nad swoim dotychczasowym życiem nie są za wesołe. To co wynika z tych połączeń - również nie prognozuje dobrze. Efektem jest brak zadowolenia z tego co było przy jednoczesnym, absolutnym braku woli, żeby coś jeszcze zmieniać. Bo jeśli nie udało się przez tyle lat dotychczas, to niby co może jeszcze zaskoczyć, co jeszcze paskudnego może się przepoczwarzyć w pięknego motyla? Ciągnące w dół, cementujące niezadowolenie i rozlazłość jest przeświadczeniem, że nic. Nie może się już nic takiego stać. Niby czemu by i miało? Dotychczasowe eksperymenty udowodniły, że to wszystko to fiasko. Ucieka się więc do najprostszych zabiegów, żeby odciąć się od tej miałkości i jakoś życiu nadać koloryt.

Tylko, że to też jest coraz mniej intensywna eksplozja barw. Kolejne próby ucieczki w zabawę coraz bardziej ją spowszedniają i odbierają jej czar i sens. W zasadzie, zaczyna się dostrzegać, że to prawdziwe życie w ogóle nie polega na balansowaniu na krawędzi kryzysu. Takie życie nie ma żadnej wartości, ponieważ człowiek nie umie go przeżywać, bo go nie posiada. Posiada jego skrawki, wyrwane z gardła kawałki, które nie mają żadnego znaczenia, bo życie w kryzysie nie ma nic wspólnego z życiem. Jest jedynie jego cieniem, imitacją, która pochłania i pożera, bo im dłużej jesteś w tym stanie, tym bardziej nie potrafisz się z niego wyrwać. Cały ten szajs z patrzeniem w Otchłań, znacie to.

Pocieszenie i dojrzałość zaczynam więc znajdować w tym, że nie muszę całego mojego życia poświęcać tylko na jeden cel. Nie muszę mieć tylko jednej grupy znajomych i tylko z nimi obcować. Uciekanie nie daje mi wymiernych korzyści, a spokojniejsze, ale wytrwalsze ciułanie życia, zaczyna pomału przynosić rosnącą satysfakcję. Trzydziestka jest przerażająca jak skurwysyn, ale jest to też wake up call. Bo jeśli w tym momencie, nie mówię, że się od razu ogarnę, ale nie zacznę pracować nad tym, żeby życie zapewniało mi choćby spokój (bo o sensie, to nawet nie myślę), to już tego nie zrobię. Zostanę jednym z tych zombie-krawędziowców z długami. Nie wiem czy znajdę w tej myśli punkt zaczepienia, nie wiem czy go potrzebuję i czy chcę się stabilizować. Ale chciałbym, żeby moje funkcjonowanie zaczęło nabierać kształtów życia, a nie tylko jego wiecznego udawania.

Trzydzieści lat już udawałem.

Życie, to nie jest wcale teatr, nie trzeba się udręczać i go udawać. Po co? Kto ma na to siły?

 

aut. Tomasz Kwiastkowski

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: