(opublikowano: 2019-01-27 14:49)

Dzień 10. Megaloman

"Nie róbmy z chuja wiatraka"



Dzień Dziesiąty - Megaloman.

 

Budzę się rześki, opłacało się wczoraj natracić nerwy na sushi i iść spać. Czuję się, kolejny dzień z rzędu, najzwyczajniej na świecie wypoczęty. Na dokładkę mam dzisiaj wolne i dwa kroki do rodzinnego miasta. Odwiedzę więc sobie rodziców - postanowiłem lekkomyślnie. Pakowanko, pożegnanie z wczorajszymi współwystępującymi, śniadanko w hotelowej restauracji. Kawa, pet, szybkie sranko. No tak powinny wyglądać poranki, a nie staczanie się z wyra, ledwo mając siły unieść powieki. Czuję, że powinienem i mógłbym tak żyć. “Jestem zdyscyplinowany, mam silną wolę, więc się o przyszłość nie martwię, mam zacięcie, nałogów się wyrzec potrafię, bo znam rzeczy hierarchię. Mam gruby plan, samorealizacja da mi gratyfikację, ale to jutro, jutro bo jest tyle rzeczy, które muszę zrobić najpierw.”

Także do autobusu, bo do Grudziądza czeka mnie wycieczka PKSem, wchodzę uzbrojony już w kilka browarów. Zajmuje swoje miejsce ze specjalnie wyszczególnionym brakiem miejsca na moje nogi, bo kurwa ludzie w latach projektowania tej puszki nie mierzyli więcej, niż 160cm. Tak, wiem, jestem tym wsiurem, który godziny nie może wytrzymać, żeby dotrzeć na chatę i musi te śmierdzące puszki otwierać w publicznym transporcie. No sam nienawidzę takich ludzi. Usprawiedliwia mnie jednak, że oprócz mnie są jeszcze w busie trzy osoby, które siedzą z przodu, a ja okupuje samodzielnie tył. Jak na wycieczkach szkolnych - łobuzy i wporzo ekipa siedzi na końcu. Sam sobie jestem wporzo ekipą. Także suuuper.

Lubię nawet, jak mi tak te podróże mijają, że niby chujowy autobus i śmierdzi, ale jednak mam piweczka sobie, mam możliwość zzucia butów i położenia się na całym siedzeniu, jak takie panisko. Panisko, które na transport do swojego wypiździejewa wydaje trzynaście złotych i na drogę bierze czteropak Żubra. Styl życia goja. Zdarza się jednak niespodzianka - po drodze wsiada kolega, niewidziany przeze mnie w okresie liczonym latami już chyba. No siema mordo. Mordo, moja mordo, wokół nas policji kordon. Co tam tu, co tam ten, jak się wiedzie, jak się żyje. No co on mógł sobie pomyśleć, widząc mnie na tyle autobusu w pogniecionych ciuchach, w tanim autobusie, sączącego żubra, z wyraźnie unoszącą się papierosową aurą dookoła mnie. Oczywiście idę w zaparte - zajebiście, występy, ludzie, śmiechy, dobrze jest. No co mam mu powiedzieć, że meneleje coraz bardziej sukcesywnie? Że byłem teraz trzeźwy trzy dni po raz pierwszy od kilku tygodni? No nie powiem, muszę udawać lepszego, bo taki się czuję. Występowałem wczoraj dla 1200 osób, przecież jestem potężny.

Popełniam jednak duży towarzyski błąd - pytam go: Co u Ciebie?

Niepotrzebnie.

Po trzech zdaniach o dzieciach, nowej pracy, niczym nie różniącej się od poprzedniej, dociera do mnie, że mnie to gówno interesuje. W ogóle mnie nie obchodzi jego przeciętniackie życie i co on tam z tym robi. Dlatego nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez kilka lat - bo po co mi on? I to nie jest tylko on. Wszyscy są potwornie nudni. Nie umiem trzeźwy przebywać z ludźmi, którzy nie tworzą. Nie jestem w stanie zainteresować się czymś, co można sobie z taką łatwością wyobrazić - nie jest ważne, kto by był na jego miejscu, odpowiedzi by były takie same, okoliczności może trochę inne. Nie chce mi się przed kimś takim otwierać, opowiadać mu o czymkolwiek czy zabiegać o jego uwagę. Podobnie mam niemal z każdym, kogo znam. W większości zawartych przeze mnie znajomości nie widzę niemal nic.

Wiem, to podłe. No szambo ze mnie teraz trochę wybiło. Ale nie mam zamiaru się angażować w znajomości, które i tak oceniają mnie tylko poprzez powierzchowność. Odkąd zacząłem to pisać, wiele razy usłyszałem, że to w ogóle nie brzmi jak ja. Że to są mądrzejsze rzeczy, niż te, których można się było po mnie spodziewać. Chuj mnie taka Twoja opinia obchodzi, bo gdybyś się zainteresował choćby troszkę bardziej moją osobą, to miałbyś pojęcie, że się po prostu uodparniam na towarzystwo ludzi. Jeśli masz mnie za pijaka i prostaka, to przede wszystkim masz dużo racji, ale chciałbym, żebyś wiedział, że jestem taki dlatego, że mi się nie chce.

Nie chce mi się już przejmować sprawami i problemami, które nie są tylko i wyłącznie moje. Za duży widzę w sobie potencjał, żeby dzielić się sobą pomiędzy randomowo pojawiających się i znikających z mojego życia ludzi. Wszyscy jesteście chwilowi i to, że większość z Was jest dla mnie czasem przeszłym, jest wybitnym na to dowodem. Liczę się ja i może jeszcze ze cztery osoby. To nie jest oczywiście Wasza wina, że to ja jestem wszystkim znużony. To się stało gdzieś po drodze. To ja się zmęczyłem i zacząłem się odcinać od coraz większej liczby ludzi. Co ciekawe, niemal cały czas przebywam w towarzystwie. Codziennie niemal przesiaduję w towarzystwie całkiem sporej grupy ludzi. Co jest dla mnie klasyczne. Potrzebuję Was, żeby czuć się lepiej. Po to Was mam i po to robię rzeczy, które robię. Żeby samodzielnie łechtać sobie ego i budować swoją megalomanię.

Nie wiem do końca jak to ująć, że nic mnie nie interesuje. Chyba po prostu w ten sposób. Nic mnie nie interesuje, mało jaką rzeczą jestem w stanie się przejąć, bo wydaje mi się wszystko miałkie i nudne. Z każdym ludzkim problemem mam taką myśl “Serio, to Ci zajmuje głowę, takie głupstwo? Z tym sobie poradzić nie możesz i tym się tyrasz człowieku? Przecież to niewarte Twoich sił, starań, możesz je gdzieś indziej spożytkować”. Niczym ten Jerofiejew w pociągu, jednocześnie nie jestem w stanie wskazać, co niby jest warte Twoich sił i co jest interesujące. Nie wiem, nie mam monopolu na prawdę, ale dla mnie, na pewno nie jest to ta rzecz, w której widzisz kłopot.

Przez to podejście często staję się nieco nieprzyjemny w obyciu lub wręcz przeciwnie, absolutnie bezproblemowo naciągam maseczkę zaadaptowanego socjalnie i sprawnego towarzysko człowieka. Umiem nawet ten charakterystyczny uśmiech i zaciekawione spojrzenie! Naprawdę, towarzyska bestia.

Bardzo chciałbym myśleć o sobie, że to wynika z tego, że widzę czy czuję więcej. Że mam przed sobą większy obraz, cel. Chuja tam mam, nie mam pojęcia jak będą wyglądać moje nadchodzące dni, ze względu na jakże istotną zmienną jaką jest obecność lub nieobecność alkoholu, co ciągnie za sobą kolejne zmienne.

Co mam na myśli, to że dziękuję Wam wszystkim za to, że dzięki Wam, mogę być takim aroganckim flepem, bo bez Was to by pewnie jakieś odmęty depresyjne były. Także nie róbmy z chuja wiatraka, aż taki megaloman ze mnie nie jest.

Pozdrowienia dla Wszystkich.

 

autor: Tomasz Kwiatkowski

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: