(opublikowano: 2018-12-16 15:40)

Dzień 7. Milenialsi

Milenials. Według definicji, są to po prostu ludzie urodzeni pomiędzy latami 80’ a 90’, których młodość i okres najintensywniejszych życiowych doznań przypada mniej więcej na przełom wieku XX i XXI. Pojęcia tego używa się jednak bardzo pogardliwie. Ba, sami o sobie milenialsi mówią “Ci jebani milenialsi”.



Dzień siódmy - Milenialsi

 

Mam dzisiaj dzień przerwy. Pojechałem do Poznania, bo od jutra się zaczyna kolejny etap tej trasy. Zrobię porządne pranie, dokupię ciuszki, super sprawa. Zjem w ulubionych knajpach, pójdę wieczorem na piwko ze starymi znajomymi stąd. Wcale nie pójdę, po prostu wejdę do pierwszego lepszego baru, a w którymkolwiek z nich, będzie którakolwiek z moich pijackich mord. Tak już to miasto funkcjonuje, w oparciu o wódkę i narkotyki. Nie, żebym miał coś przeciwko. Przepadam za tym miejscem. Jego najbardziej charakterystyczna cecha: nieważne w jakim miejscu Poznania się znajdujecie, może to być nawet Różany Potok, jeśli zaciągniecie się powietrzem odpowiednio głęboko, wyczujecie zapach gówna. Bardzo życiowe miejsce. Spędziłem w nim dziesięć lat. Wyprowadziłem się na rok, myśląc że chcę zerwać z poznańskim życiem. Wróciłem w październiku. Dokładnie rok dałem radę bez tego podłego, pięknego kurwidołka, który cały jest jedną, wielką miejscówką.

Do rzeczy jednak. Dzień spędzam głównie przed kompem i nadrabiam tygodniowe zaległości. Pierdolnik z jakim mam do czynienia niemal mnie przerasta. Wydarzyło się dużo, wynika z tego niewiele, obchodzi mnie prawie nic, a opinii nie mam żadnej. Jedno mnie natomiast kłuje po oczach. Co drugi artykuł i komentarz używa słowa MILENIALSI! Wszechobecni i wszechwinni. Pokurwiło ich z tym? Co Ci ludzie im zrobili? I to jeszcze piszą to o osobach, co teraz snapy wrzucają i mają po osiemnaście do dwudziestu lat? Oh jeny, czemu Internecie jesteś tak wypełniony spierdoleniem? Po co, ah, po co? Miałeś być naszym Oknem na Świat, a nie Zjeżdżalnią do Kompostu.

To jest ciekawe pojęcie określające moich rówieśników oraz ludzi zbliżonych mi wiekiem. Milenials. Według definicji, są to po prostu ludzie urodzeni pomiędzy latami 80’ a 90’, których młodość i okres najintensywniejszych życiowych doznań przypada mniej więcej na przełom wieku XX i XXI. Pojęcia tego używa się jednak bardzo pogardliwie. Ba, sami o sobie milenialsi mówią “Ci jebani milenialsi”.

Teraz nasza aktywność jest szczególnie wzmożona. Część z nas jest już dojrzałymi, wiedzącymi czego oczekują od życia ludźmi, część z kolei wchodzi na etap odnajdowania siebie, ale ma już jakieś pierwsze zalążki wizji na swój temat. Co jednak ważne - do wszystkiego dochodzimy sami. Jeszcze do niedawna pisało się o nas, jak o jakimś chwilowym zjawisku, teraz jednak dochodzimy do głosu i wypowiadamy się we własnym imieniu.

Mówi się o nas, pokoleniu Y, że jesteśmy cyniczni, pozbawieni szacunku, nie dbamy o autorytety i nie dbamy o poprzednie generacje, może za wyjątkiem rodziców. Nie ma w nas szacunku dla zwierzchników, jesteśmy buńczuczni, wiecznie niezadowoleni, zrezygnowani i krytyczni. I na tym słowie się skupmy. Żeby mieć szacunek do tego co było i co nam zostało dane, musielibyśmy dostać coś godnego zaoferowania. Cyfryzacja i powszechny dostęp do wiedzy, pozwoliły nam zweryfikować, że nie żyjemy w raju, zasoby się nie kończą, planeta zamienia się w śmietnik, a ludzie to kurwy.

Nie jesteśmy cyniczni. Wręcz przeciwnie. Jako pierwsi, uświadomiliśmy sobie masowo, że w spadku po naszych przodkach dostaliśmy wiadro gówna polane rzygami. Dotarło do nas jak wiele okrucieństwa jest nadal na świecie, mimo Holocaustu, ludobójstwa Ormian, gułagów, marszy śmierci, Czerwonych Khmerów, bomb atomowych. Nadal istnieją odpowiedniki tych wydarzeń po 2000 roku. Nadmienię tu tylko kraje arabskie oraz podziały jakie spowodowała kolonizacja Afryki (Kony, Somalia). Jesteśmy realistami, którzy widzą to zło. Z niektórymi z tych rzeczy nie damy rady nic zrobić, mamy tego świadomość, a ktoś ma czelność nazwać to cynizmem. Najliczniej, ze wszystkich grup demograficznych, podejmujemy działania, mająca na celu ratunek planety.

Nie mamy autorytetów? I dobrze, jebać autorytety. Wielowiekowa tradycja spoglądania wstecz i zastanawiania się, co osiągnął mój dumny naród pod przewodnictwem innego dumnego kogoś lub przyrównywanie się w ogóle do czyichkolwiek osiągnięć przez ostatnie kilkanaście tysięcy lat, jak się okazało, nie sprawdziła się do końca. To piękne: mieć inspiracje, dostrzegać w kimś dobro, używać czyjejś zdobytej wcześniej wiedzy w odpowiedni sposób. Natomiast wpychanie nam do głów, czyjejś wspaniałości i zmuszanie do ślepego podążania za opiniami starszych, musiało się skończyć tym, że wraz z nadmienioną wcześniej, napływającą świadomością, o tym z jakim szajsem na świecie przyjdzie się nam zmierzyć oraz z coraz szerszą możliwością weryfikacji tego, jakie były proponowane nam autorytety, że będziemy nimi rozczarowani. Przestaniemy w nie wierzyć. Gombrowicz w końcu dopiął swego, nie dajemy się upupiać. Adam Mickiewicz wielkim poetą nie był. Żołnierze Wyklęci nie byli jednolitym zbiorem superbohaterów. Sobieski był pijakiem i starym zbolem. Piłsudski ma krew robotników na rękach. Jan Paweł II tuszował na potęgę pedofilię. Lem to chujowy pisarz. To ostatnie zdanie, to już akurat moja prywatna opinia, drażni mnie ten przeintelektualizowany, przekonany o własnej uberwiedzy, nadęty pajac. Dobrze, że nie żyje.

Krytyka spadająca na pokolenie milenialsów zawsze sprowadza się do tego, że nie podoba im się, to co dostali. Tylko niby co ma się nam podobać? Dostaliśmy gówno i wiemy o tym. Dlatego zaczynamy o tym mówić. Co widać w różnych formach, od prawa do lewa. Narodowcy odrzucają porządek zastany po Okrągłym Stole, pokazując jak państwo ugrzązło w starych strukturach. Lewica podważa autorytet bohaterów narodowych, obnażając ich decyzje i odsłaniając nieczystość intencji. Jest ferment i bardzo dobrze. Internet aż huczy od wyrastających coraz to nowych form przekazu.

U mnie to poszło w kierunku stand-upu. Zmęczony, jak większość moich kolegów, podawanym mi festyniarskim kabaretem, który nie ma w sobie ani krzty buntowniczości, który prezentuje od wielu lat, humor tak prosty, że aż poglądy na świat się geometryzują, każdy z nas postanowił coś powiedzieć. Mniej lub bardziej mądrego, obrazoburczego, prostego. Nowy nurt w polskiej komedii, jakim jest stand-up pozwala nam wreszcie na to, żebyśmy i my mogli się podzielić naszym rozczarowaniem co do tego, z jaką łatwością i lekkością nasi poprzednicy potraktowali naszą przyszłość i jak teraz oczekują od nas, że uratujemy ich przed konsekwencjami tych decyzji, które postawiły świat w tym miejscu, w jakim się znajduje. Pierdolcie się. Mamy na głowie tak wiele podziałów, zanieczyszczeń, konfliktów i strachu, że nie wiemy za co się złapać, więc nic dziwnego, że większość z nas zamienia się w zapatrzone na końcówkę własnego nosa, cyniczne maszyny. To Wasza wina, Wy nam to zrobiliście. Najdłuższy okres pokoju na świecie? Dobre sobie. Od końca wojny świat funkcjonuje w nieustającej napiętej atmosferze na krawędzi konfliktu. To przez Was. My, Milenialsi jesteśmy Bogu ducha winnymi ofiarami, które próbują sobie z tym poradzić. I jak na warunki, które zostały nam sprezentowane, radzimy sobie kurewsko dobrze.

 

autor: Tomasz Kwiatkowski

LOGOWANIE
Newsletter wydarzeń

Zapisz się do informatora i odbieraj co dwa tygodnie aktualny repertuar na swojego maila.

Wyrażam zgodę na otrzymywanie korespondencji drogą elektroniczną. Nie martw się też nie lubimy spamu dlatego dostaniesz od nas raz w miesiącu info o wydarzeniach w Twoim województwie.

Akceptuję regulamin


Partnerzy: